Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Barka: Capri TS
trasa: Francja - Nord-sur-Erdre - Messac (one-way)
termin: 10.07 – 17.07.2010

Trasa: Francja - Nord-sur-Erdre, Nantes, Blain, Guenrouet, Redon, La Gacilly, Port-de-Roche, Messac.

relacje 2010 bretania mapa

 

Sobota

relacje 2010 bretania 01Baza w Nord-sur-ErdrePo trwającej półtora dnia podróży samochodem ze Szczecina odbieramy barkę w bacie LeBoat w Nord-sur-Erdre. Sympatyczna obsługa udziela wszelkich informacji, podpowiadają możliwe warianty trasy, pokazują na mapach, co zwiedzić, proponują jeszcze prysznic (kulturalne warunki, korzystamy) i pokazują miejsce do zaparkowania samochodu. Czeka na nas „Capri TS” - jachcik typowy dla dwóch osób.

Pan z obsługi oferuje prezentację i lekcję manewrowania, ale gdy słyszy, że ma do czynienia ze sternikiem motorowodnym z patentem, uśmiecha się szeroko.

Ruszamy i płyniemy na południe przez jezioro Mazerolles na rzece Erdre. Dopływamy po kilkunastu kilometrach do Suce-sur-Erdre. W tym uroczym miasteczku zostajemy na noc.

 

Niedziela

Rano wyruszamy z Suce-sur-Erdre na południe, ku ujściu rzeki. Przepływamy pod szeregiem mostów i po dwóch godzinach jesteśmy w Nantes. Zatrzymujemy się na sztucznej wyspie Ile de Versaille usypanej z urobku refulacyjnego w czasie prac w porcie: jest na niej teraz ogród japoński, restauracje i miejsca piknikowe. No i oczywiście przystań.

Zwiedzamy Nantes przez cały dzień. Najciekawsze są: ogromna katedra i wspaniały zamek królów Bretanii otoczony murami i fosą z wodą.

Rzeka Erdre wpada tu do Loary, ale po drodze przepływa przez tunel St. Felix przebity pod starówką. Nie płyniemy jednak dalej, to nie nasza trasa. Po całym dniu w Nantes, wieczorem wypływamy i wracamy na noc do Suce-sur-Erdre, gdzie rozkoszujemy się francuską kuchnią: nad rzeką jedna restauracja koło drugiej.

 

Port w Nantes
Zamek w Nantes

Poniedziałek

Ruszamy z powrotem na północ. W południowej części jeziora Mazerolles kanał Nantes-Brest opuszcza rzekę Erdre: ruszamy na zachód. Na pierwszej śluzie, o nazwie Quiheix, szkolenie wideo z samodzielnego śluzowania. Dla nas nic nowego, ale lekcja jest obowiązkowa. Większość dalszych śluz jest samoobsługowa i ręczna, zatem czeka nas kręcenie zastawkami i wrotami. Zaczyna się żegluga przerywana co kilka kilometrów śluzowaniem.
W pięknym słońcu kręcimy zapamiętale korbami uruchamiającymi zastawki i wrota. Po sześciu śluzowaniach w górę osiągamy szczytowy odcinek kanału: potem cztery śluzy w dół. Cumujemy w sympatycznym miasteczku Blain. Na miejscu do zwiedzenia zamek, należący kiedyś do królowej Anny Bretońskiej, tutejszej ulubionej postaci historycznej.

 

Śluzowanie na kanale Nantes-Brest
Zamek w Blain

Wtorek

relacje 2010 bretania 06Port w GuenrouetZ Blain wyruszamy dalej. Naszym celem na dziś jest Guenrouet, następne małe miasteczko nad kanałem.

Dziś pięć śluz w dół. Kanał łączy się z rzeką Isac i dalej płynie jej kolistymi meandrami. Wzdłuż brzegów ścieżki rowerowe, mnóstwo zieleni, lasy i pastwiska.

Dochodzimy do Guenrouet, mamy czas na relaks, spacer po miasteczku, kolację na rufowym pokładzie. Port leży tuż przy miejscowym aquaparku.

 

Środa

relacje 2010 bretania 07Rzeka AffZ Guenrouet wyruszamy w stronę rzeki Villaine. Pokonujemy ostatnią śluzę na tym odcinku kanału (imponująca różnica poziomów - 20 centymetrów) i wchodzimy na rzekę Villaine, prowadzącą do Atlantyku. Idziemy w górę rzeki do portu Redon.

To główny węzeł dróg wodnych regionu, zarazem port morski, osiągalny dla jachtów i kutrów. Nie zostajemy jednak dziś w Redon, mijamy je, przechodzimy przez śluzę w centrum miasta i ruszamy do rzeki Oust, którą prowadzi dalszy odcinek kanału Nantes - Brest.

Jednak nie pozostajemy na niej. Tuż przed pierwszą śluzą skręcamy w wąską, ale żeglowną rzekę Aff. Wąska, kręta rzeka, na której dwie barki turystyczne z trudem się mijają, prowadzi nas przez kilkanaście kilometrów. Często gałęzie drzew zamykają się nad rzeką w tunel.

 

relacje 2010 bretania 08Galerie sztuki w La GacillyŻeglowny odcinek rzeki Aff kończy się w La Gacilly, małym miasteczku, które tak zachwalała nam obsługa z bazy Le Boat.

Rzeczywiście, La Gacilly to mekka plastyków i fotografików, przypominająca nasz Kazimierz nad Wisłą. Bardzo liczne galerie malarstwa, fotografii i rzeźb, niektóre z nich na świeżym powietrzu. Wszystko to w miasteczku, które jest właściwie jednym zabytkiem. I do tego francuska kuchnia.

Turystów jest masa, ale prawie sami Francuzi: cudzoziemcy rzadko tu docierają. Nie po drodze. Chyba, że ktoś wybrał drogę wodną.

 

Czwartek

Droga powrotna z La Gacilly do Redon, w którym tym razem zostajemy do jutra. Samo Redon też jest warte uwagi. Wielki miejscowy kościół składa się z wyraźnie oddzielonej jednej połowy romańskiej, drugiej gotyckiej. Poza tym sympatyczne centrum, kolorowe, stare domy, masa sklepów na deptaku, wracamy zaopatrzeni w letnie ciuszki. Część miasta jest poprzecinana kanałami, stare zwodzone mosty, nieczynne już śluzy. W bocznej uliczce mała knajpka pełna miejscowych. Dużo gości, więc siadamy, nauczyliśmy się już, że we Francji je się tam, gdzie jest dużo chętnych. Po obiedzie wychodzimy ostatecznie utwierdzeni w przekonaniu, że Francuzi mają pełne prawo twierdzić, iż tylko oni na świecie są prawdziwymi artystami kuchni.

W porcie jest dość ciekawe muzeum kanału i żeglugi śródlądowej. Z panienką z obsługi dogadujemy się łatwo i miło, bo jest... Czeszką. Redon jako jedyny port na całej trasie pobiera opłaty portowe, bo jest portem morskim. Pozostaniemy tu do jutra.

 

Starówka w Redon
Śluza Oust i most zwodzony w Redon

Piątek

Ruszamy z Redon w górę rzeki Villaine. Można tędy płynąć aż na północ Bretanii, do morza, bo rzekę kolejne kanały łączą z portem w Saint-Malo. Dziś jednak czeka nas niezbyt długi odcinek.

Po drodze jedna przerwa: stajemy pod zabytkowym mostem w Port-de-Roche, wykonanym w XIX wieku ze stali i wybudowanym na tę samą wystawę światową w Paryżu, na którą zbudowano wieżę Eiffla. Po wystawie przewieziono go tutaj i ustawiono na stałe.
We wsi sympatyczny angielski dwór z udostępnionym do zwiedzania oryginalnie urządzonym ogrodem. W ogrodzie kręcimy się sami, nie widać nikogo. Są przyjazne turystom kuce i bardzo bojowy, jedwabisty kogucik, przed którym trzeba się oganiać torbą. W dalszej części rzeki dwie śluzy i dochodzimy do wielkiej bazy Le Boat w Messac. To koniec naszego rejsu.

Czeka na nas samochód, który zabiera mnie do Nord-sur-Erdre, aby zabrać stamtąd nasze auto. W sobotę rano zdajemy barkę i ruszamy samochodem do doliny Loary, zwiedzać zamki. Firma LeBoat sprawdziła się, barka „Capri” okazała się dobrym jachtem na jedną parę. Dziękujemy panu Adamowi z Azymut Czarter za pośrednictwo. Dobra robota! W ciągu sześciu i pół dnia przepłynęliśmy około 220 km i przeszliśmy 20 śluzowań.

 

Most w Port-de-Roche
W zatłoczonym porcie w Messac