Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Jacht: Dufour 37
trasa: Tromso - Nergardsvika
termin: 05.06 - 19.06 2010

Trasa: Tromso, Finnsnes, Lodingen, Tranoya, Svolvear, Stamsund, Reine, Sorveagen, Nusfjord, Nergardsvika.

relacje 2010 lofoty mapa

 

Zaokrętowanie, Tromso, sobota 05.06.2010

relacje 2010 lofoty 01Nasza marina w pobliżu TromsoPo długim czasie rejsów żeglugi śródziemnomorskiej i w tropikach nadeszła pora na egzotykę północy – Lofoty.

Ten archipelag wysp i wysepek u wybrzeży Norwegii, położony jest za północnym kołem polarnym i słynie z piękna krajobrazów i możliwości wędkowania, a w ciągu krótkiego lata słońce nie skrywa się tu za horyzontem. Lofoty są jednym z miejsc, gdzie żeglarska przygoda nabiera pełnego wyrazu.

W sobotę 5 czerwca wylądowaliśmy w Tromso, druga cześć załogi dotarła do portu samochodem. Pogoda nie wzbudzała entuzjazmu – pochmurno z przelotnymi opadami. W oczekiwaniu na przejęcie jachtu armator zaproponował zwiedzanie Tromso.

Miasto założone w XIII wieku, posiada jeden z trzech uniwersytetów Norwegii, katedrę protestancką, ogród botaniczny, muzeum polarnictwa, a w centrum miasta występuje duża liczba drewnianych domów z XIX wieku.

Z Tromso znanego jako "Wrota Arktyki" na arktyczne szlaki wyruszał Fridtjof Nansen, Roald Amundsen, Umberto Nobile i wielu innych odkrywców zafascynowanych Daleką Północą.

 

Niedziela, 06.06.2010

relacje 2010 lofoty 03Fiordy wokół TromsoBiorąc pod uwagę sobotnią pogodę zakładam komplet sztormowy plus buty gumowe nie używane od wielu, wielu lat i na początku wygląda na to, że się przydadzą; opad gradu uderzył bez specjalnego ostrzeżenia.

Dalej jednak było już tylko lepiej – słonecznie lub z małym zachmurzeniem i tylko temperatury 6-8 stopni na razie nie rozpieszczają. Na lewym trawersie widnieje znana z dni chwały Adama skocznia w Tromso, wokół zielony fiord, w oddali ośnieżone szczyty. Jak na czerwiec sceneria niezwyczajna. Wszyscy podziwiają w milczeniu piękne widoki chłonąc klimat Północy.

Na pokładzie Dufour 37 płyną Krzysiek i Agnieszka z Olsztyna, Wiesiek, Dorota, Krzysztof, Władek, Ela ze Szczecina i niżej podpisany, który zorganizował tę wyprawę. Za cieśniną Straums wciąż słaby „twarzowy” wiatr. Na zboczach co chwila widać nieduże, kolorowe, najczęściej na czerwono malowane domki.

 

relacje 2010 lofoty 02Wiesiek, Dorota, Ela, Władek, AgnieszkaW kolejny fiord wchodzimy już południowym kursem. Baksztag umila życie, kolejne mile i wspomnienia podróży zostają za rufą.

Pierwszy połów zaliczamy przy wysepce Sundnl. Najpierw przychodzi pierwszy nieśmiały dorsz, potem następne. Przy Gisundet mały slalom między pławami. Około 18:00 za długo niewidocznym ciasnym i płytkim wejściem stajemy w marinie Finnsnes.

 

Poniedziałek, 07.06

relacje 2010 lofoty 04Kurs na LofotyDalej na południe poprzez Solbergfjorden, Tranoyfjorden, Vagsfjorden. W Tjeldsundet sporo pław, trzeba pilnować toru. Dobrze też, że prąd pływowy jest naszym sprzymierzeńcem. Spore wrażenie czyni przechodzenie pod mostami. Niby wiadomo, że są wyższe niż maszt, ale wrażenie niepewności pozostaje do końca. Po południu godzinna przerwa na połów.

Jako wędkarski laik dowiaduję się na jakiej głębokości należy stawać podczas połowu, że dryf musi być minimalny, dobre miejsce jest na spadku głębokości lub w pobliżu cieśniny, itd.

Podejmujemy rejs znów płynąc pospiesznie kolejnym zakosami Jest północ, na pobliskich szczytach słońce lśni na ośnieżonych zboczach, czas się zatrzymuje, można na by tak płynąć bez końca. Około 0200 w nocy stajemy w Lodingen. Zrobiliśmy dzisiaj duży odcinek, ale dopiero teraz mamy już blisko do Lofotów.

 

Wtorek, 08.06

relacje 2010 lofoty 07W Lodingen - Adam, Ela, Wiesiek, Dorota, AgnieszkaPrzed odcumowaniem zwiedzamy niewielkie, schludne miasteczko. Stopniowo znikają swetry, cieplejsze koszule. Co twardsi epatują w końcu nagim torsem. Te spacery przed wyjściem i po zacumowaniu stają się codziennym rytuałem.

Wychodzimy późno, ale nie ma pośpiechu, na pewno zdążymy przez zmrokiem. Noc zauważa się jedynie po spadku temperatury. Wokół spokojna, połyskująca ciemnym granatem tafla wody, na zbieżnym kursie pojawiają się promy wycieczkowe, Wiesiek smaży i podaje gorącego dorsza. Czego nam może brakować.

Niespiesznymi halsami dopływamy w pobliżu półwyspu Tranoya na południowej stronie Vestfjordu. Nie możemy jednak tak po prostu wejść do portu bez sesji wędkarskiej. Dzisiaj bierze czarniak, rybka mniejsza niż dorsz, ale nie mniej smaczna. W miasteczku mieszkał Knut Hamsun, uwieczniony w niewielkim muzeum.

 

relacje 2010 lofoty 07aKurs na TranoyaWidok z portu na panoramy ośnieżonych górskich łańcuchów – cudowny. Trudno jest zasnąć. Decydujemy się z Krzyśkiem na kilkunastokilometrowy spacer do latarni morskiej. Las i absolutna cisza zakłócana jedynie głosem kukułki, przydrożne, uśpione domy mają w sobie coś magicznego. Już wiemy, że warto nam było tu przypłynąć.

W pobliżu latarni przycupnęły karłowate brzozy, wokół skały zniszczone wiatrami i morzem. Na horyzoncie kontrastują z nimi ostre szczyty Lofotów.

 

 

Środa, 09.06

relacje 2010 lofoty 08Postój w pobliżu wyspy SkrovaPrzywitał nas 4/5 B, bezchmurne niebo i piękna żeglarska pogoda. Długimi halsami płyniemy ku słońcu. Morze skrzy się refleksami, poszum fali uspokaja, nadszedł czas prawie ekstatycznego żeglowania.

Godzina mija za godziną, dzień jest inny niż poprzednie, dodając swe niepowtarzalne wrażenia.

W pobliżu wyspy Skrova w zielonej zatoczce odbywa się sjesta połączona z wędkowaniem. Po kolejnym zaciągu czas wyruszyć dalej. Godzina silnika i cumujemy w Svolvear, „big city of Lofoten” jak pisze locja.

Rozmowy przeciągają się do późna. Ten brak zmierzchu zakłóca zwykły rytm dni i nocy, a może też przyczynia się do tego kolejna herbatka z wkładką.

 

Czwartek, 10.06

relacje 2010 lofoty 09Kwiaty LofotówW porównaniu do poprzednich portów Svolvear jest wyraźne większym miastem, na ulicach panuje spory ruch. Samo centrum jest schludne, ale domy niezbyt okazałe natomiast w willowej dzielnicy widać zamożność i dobry gust właścicieli kolejnych posiadłości. Widoki krajobrazów z nich - urzekające.

Po południu kurs na zachód. Znów halsowanie, zmiany sterników, żeglarskie rozmowy. Przy końcu dnia wejście pośród skał i pod niewysoką linią wysokiego napięcia do spokojnego porciku w Stamsund. Na kei chwile rozmowy z wesołymi Norweżkami, przyjazne uśmiechy, szczere i wzajemne życzenia dobrej nocy.

 

Piątek, 11.06

relacje 2010 lofoty 11Zdobycz KrzysztofaOd rana czyli od 2400 zaczynamy świętowanie urodzin Krzysztofa, zapalonego wędkarza, który przygotował na tę okazję cały zestaw dań z ryb.

O późniejszym niż zwykle poranku spojrzenie na miasteczko. W porcie jest sporo statków rybackich, na kei suszą się sieci. Ze wzgórza przy jednym z domów widać całą zatokę i niebieskie morze zamknięte ścianami Vestfjordu.

Ten świat czeka nas za godzinę, na razie wygrzewam się na skałach w delikatnym poszumie drzew, w towarzystwie szybujących mew, oddając się marzeniom.

Na szlaku znów słoneczny, niespieszny baksztag na zachodnim kursie, potem na zmianę silnik, dla urozmaicenia dnia przychodzi szkwał i sztill.

relacje 2010 lofoty 12ReinePrzed wejściem do Reine sesja wędkarska na ok. 40 m głębokości. Po kilkunastu braniach szukamy wielkiej ryby na większej głębokości. Z sukcesem. Krzysztof łowi dorsza o długości 80 cm, Wiesiek o długości 56 cm. Są bardzo usatysfakcjonowani.

Wejście do Reine jest bardzo płytkie przy niskiej wodzie, ale akceptowalne. Chcemy zatankować paliwo z automatu. Niestety, nie akceptuje on polskich kart. Młody Norweg bierze paliwo na swoją kartę, a my zwracamy mu gotówkę.

 

 

Sobota, 12.06

relacje 2010 lofoty 13Krajobrazy wokół ReineTak ciepło jeszcze nie było. Wystarczają krótkie spodenki i koszulki z krótkimi rękawami. Prawie nie do wiary. Kilka godzin spaceru pozwala poznać okolicę, a ta jest wyjątkowo piękna.

Wokół skalistego, klifowego fiordu u podnóża stromych zboczy usadowiły się kolorowe rorbu, dawniej sezonowe chatki rybaków, dzisiaj częściowo apartamenty do wynajęcia dla turystów.

Przejrzysta woda fiordu o seledynowym odcieniu czaruje w słońcu swym wdziękiem. Z jednego z otaczających wzgórz, na które wspinany się pospiesznie po wilgotnych mchach, widok spokojnego i obdarowanego dzisiaj słońcem dzieła Stwórcy jest fantastyczny. W drodze powrotnej zwiedzamy cmentarz, tablice na grobach są skierowane napisami w stronę morza. Spoczywającym tu, żeglującym już po ocenie ducha, powinien się ten pomysł podobać.

Po południu przy braku wiatru żegluga marnie nam idzie, zajmujemy się więc wędkowaniem, kontemplacją i innymi ważnymi sprawami.

 

relacje 2010 lofoty 15SorveagenWieczorem cumujemy w Sorveagen Pomost jest zajęty przez rybackie kutry, ale starczy nam jeszcze miejsca do czoła pomostu.

Z sąsiedniego kutra pożyczamy dwa duże odbijacze, aby jacht był na pewno całkowicie bezpieczny przy pomoście w ciągu nocy. Rano wynagradzamy rybaka produktem polskich browarów – jest bardzo zadowolony. Norwegia to w niektórych regionach kraj prawie z prohibicją.

 

Niedziela, 13.06

relacje 2010 lofoty 16NusfjordZnów poranna wycieczka na okoliczne wzgórza otaczające niewielkie jeziorka i chwile zadumy na urodą krajobrazu. Na morzu nieźle dmucha, ale pod podwójnie zarefowanym grotem i mocno skróconą genuą płyniemy bez szaleństw 4/5 węzłów pełnym bajdewindem. Po południu stajemy w Nusfjordzie. Na wejściu jego surowy wygląd i zachmurzone niebo przytłaczają.

Atmosfera zmienia się jednak po zacumowaniu. Wokół portu widać osiedle eleganckich, wakacyjnych domków dla turystów zwanych rorbu. Mały spacer pośród zielonych wzgórz pozwala odkryć dwa piękne jeziorka otoczone stromymi skałami i spływającymi do nich wodospadami. Pejzaż jak z bajki. W marinie oglądamy bardzo dobry, krótki film o pracy rybaków na Lofotach. Bije z niego szacunek dla ciężkiej pracy rybaków i podziw dla piękna północy.

 

Poniedziałek, 14.06

relacje 2010 lofoty 17KavelwaagZnów piękny żeglarski dzień, 4/5 B, pełny bajdewind i rozfalowane w słońcu morze. Na trawersie ukazują się kolejne przylądki. Wieczorem cumujemy w niewielkim porciku w Kabelwaag.

Innych jachtów tu także nie widać. W miasteczku znów spotykamy pracujących na Lofotach Polaków.

Na spacerze odkrywamy kościół „Vagen Kirke”, mający ponad 1000 miejsc siedzących dla rybaków z flot łowiących tu zimą dorsza, bijącego w niebo strzelistą iglicą dzwonnicy.

 

 

Wtorek, 15.06

relacje 2010 lofoty 18TrollfjordDzień na znany fiord Raftsundet. Wiatr szczęśliwie z baksztagu 4/5B, szybko prześlizgujemy się pomiędzy kolejnym pławami i spłyceniami. Jest pochmurno, po obu stronach mijamy strome, skaliste brzegi.

Około południa osiągamy Trollfjord, jeden z najbardziej urzekających fiordów Norwegii. Za wąskim wejściem podziwiamy pionowe, spadające do wody skały i wodospad, do którego statek turystyczny podpływa tak blisko, że turyści mogą z dziobu bawić się spadającą wodą.

Na jakiś czas wychodzi słońce zza warstwy sinych chmur stwarzając okazję podziwiania fiordu w całej jego krasie. Żaden podmuch nie marszczy tafli wody. To piękne i majestatyczne dzieło Natury niepostrzeżenie przedłuża czas kontemplacji.
Kolejny odcinek Raftsundet, o zielonych brzegach i przedziwnych kształtach skalnych kompozycji pokonujemy niespiesznie pod genuą, by móc jak najwięcej zachować z czaru Lofotów.

 

relacje 2010 lofoty 19TrollfjordPo wyjściu z fiordu wędkarski postój, tym razem prawdziwe dorszowe szaleństwo. Ryby biorą jak nawiedzone, kolejne zaciągi obfitują jednorazowo w 2, 3 lub nawet 4 ryby, wędkarze ani myślą przestać. Po napełnieniu jednak dwóch dużych skrzynek przychodzi czas opamiętania.

Na postój stajemy longside przy rybackim kutrze w Ingelsfjord. Przez kilka godzin do późna w nocy męska cześć załogi oprawia i filetuje zdobycz.

 

Środa, 16.06

relacje 2010 lofoty 20NergardsvikaWracamy do Tromso zachodnią trasą pomiędzy wyspą Hinnoya na wschodzie i wyspami Hadsel, Langoya, Andoy na zachodzie – to już wyspy Westeralen. Po lewej mijamy Stokmarkness, ważne historyczne miasto dla handlu i transportu na Westeralen, swego czasu największe miasto w północnej Norwegii, opisane przez Knuta Hamsuna. W porównaniu z miasteczkami Lofotów Stokmarkness imponuje wielkością.

Przy Andoya czas na silnik na bardzo wąskim, ale znakomicie oznakowanym przejściu Risoysundet. Nie kombinujemy z żaglami, bowiem zejście ze szlaku to gwarantowana katastrofa na płytkich rafach.

Za przejściem znów szeroka woda aż do wyspy Bjorkaya, gdzie aby nie nadkładać drogi wokół wyspy, przeciskamy się wąziutkim przejściem miedzy pionowymi ścianami. Chyba od rejsu na Alandach nie żeglowałem tak blisko pomiędzy skałami jak teraz.

 

relacje 2010 lofoty 21BjorkayaKolejne cumowanie mamy przy pomoście w Nergardsvika, jak gdzie indziej w tym rejsie jesteśmy jedynymi gośćmi w porcie, ale nie narzekamy z tego powodu. To od wielu lat jedyny taki rejs, gdzie można być jedynym jachtem w porcie i spotkać w rejsie tylko kilka innych żeglujących jachtów. Gdzieś na dnie dusza odkrywcy drzemiąca w każdym z nas raduje się i mówi, jest mi dobrze z tą samotnością.

 

Czwartek, 17.06

relacje 2010 lofoty 22Trochę już nostalgicznieNa spacerze niepozorne z zewnątrz miasteczko okazuje się mieć ponad dwa tysiące lat historii. Jego najbardziej sławne czasy przypadły na okres świetności Wikingów, kiedy to zawijały tu potężne drakkary z wojownikami północy.

Dzisiaj niewielki kościółek z modelami statków bardzo pasuje swym wystrojem do atmosfery tego miejsca. Dla nas natomiast krajobrazy morza i gór z zagubionego na północy Nergardsvika podobnie jak wszystkie inne piękne miejsca pozostaną na długo w pamięci.

Po południu przy 4/5B szybkim bajdewindem na pełnych żaglach osiągamy Solbegfjord i w Finnsnes urządzamy wieczór kapitański.

 

Piątek 06.06

relacje 2010 lofoty 23Białe noceOstatni dzień to znów piękna żegluga kolejnymi fiordami północnym, już powrotnym kursem. Na horyzoncie pojawiły się tak niedawno widziane ośnieżone góry wokół Tromso.

Czas żeglarskiej przygody na północnych szlakach szybko minął. Dobrze było znów spotkać przyjaznych ludzi, cieszyć się każdym minionym dniem i w skrytości duch zostawić sobie nadzieję na powrót do miejsc, gdzie czasem nigdy nie zachodzi słońce.

Ps. W Oslo w oczekiwaniu na lot do Warszawy zwiedzamy muzeum słynnego statku „Fram” i muzeum oryginalnych łodzi Wikingów. Dla pasjonatów żeglarstwa nie będzie to stracony czas. Na koniec chciałbym podziękować Państwu Marcie i krzysztofowi Kotom za ich gościnność, którą obdarowali nas w Oslo.

Adam Kajdewicz

Zainteresowanych żeglugą na Lofotach proszę o kontakt.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.