Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Jacht: Gib'Sea 126MKII
trasa: Colijnsplaat - Boulogne, Dover, Calais, Nieuwpoort
termin: 28.04 - 05.05.2007

 

KRÓTKA RELACJA Z REJSU PO MORZU PÓŁNOCNYM

holandia 2007 05Nasza "Phantasia"Tym razem inaczej, zamiast majówki w Grecji i Chorwacji prądy, pływy i oddech Morza Północnego. Dawno już nie byłem na chłodniejszych wodach i kiedy Jasiek i Olek zagadnęli mnie o rejs na pływach nie miałem już wątpliwości, gdzie pożegluję na tegorocznej majówce.

W sobotę rano (jacht jest od prywatnego właściciela) przejęliśmy w Colijnsplaat, Skalda Wschodnia jacht „Phantasia”, solidny i dobrze wyposażony Gib’Sea 126MKII, 13,5m z radarem, bardzo dobrym plotterem, ogrzewaniem, etc. Rejs jest krótki, noc zastaje nas zatem na igraszkach po mieliznach u brzegów Holandii i Belgii. Stale jakieś pławy, tory, przepływające statki, ale „piątka” z NE i nieco zarefowania genua to dobra kombinacja. Nad ranem w okolicy Calais ponad godzinę para delfinów krąży wokół jachtu. Dla odmiany przychodzi sztil, zamglenie. Za wcześnie na port, pełną parą rwiemy więc do Bolougne.

 

holandia 2007 03BoulogneJest to spora marina o dużych pływach, przypominam ją sobie z nostalgią z wyjścia na rejs wokół Wysp Brytyjskich na jachcie „Tato”. Jakość fasolki po bretońsku znakomicie się polepszyła od czasów socjalizmu, a że Leszek dobrze gra i świetnie śpiewa kolacja się przedłuża. Krótki spacer na stare miasto i sen, którego brakuje mi od dwóch dni. Nie dotarły do mnie nawet nocne szanty po powrocie załogi z miasta, byłem w innym świecie.

 

holandia 2007 07Trochę wiejeRano delikatny wietrzyk, wczesne wyjście, znów na zachód na baksztagowym kursie, dalej i dalej. Nadchodzi jednak czas powrotu, zaczyna tężeć. Czas na refy i kurs pod angielski brzeg. Stale 7 – 8w, nasz jacht to prawdziwie morska jednostka, wzbudza zaufanie swoim nienagannym zachowaniem przy stale rosnących falach. W długiej powrotnej drodze Kanał Angielski uczy nas pokory w halsowaniu pod prąd. Pod koniec etapu do Dover zamieniamy tę przyjemność na żeglugę motorową.

Dover, solidny kawał angielskiej historii morskiej, jest bardzo przyjemne. Wspinamy się pod zamek, dalej cześć załogi zastyga w tawernach i na jachcie, cześć zwiedza countryside hrabstwa Kentu.

Pofałdowana, zalesiona okolica z porozrzucanymi zabudowaniami wśród drzew sprawia przyjemne wrażenie.

 

holandia 2007 08Dover - marinaholandia 2007 02Dover - zamek

 

holandia 2007 09Dover - klifyWidoki kredowych klifów od Dover do latarni South Foreland i dalej są rewelacyjne. Ścieżka prowadzi zieloną łąką wzdłuż żółtych pół łubinu. Leżę w trawie, wdycham jego nieśmiały zapach i podziwiam to piękne życie wokół, które mam szczęście przeżywać.

Odcinek z Dover do Calais nie jest łatwy, wzrasta do 7B, wolne halsowanie, dobrze, że słońce cały czas grzeje.

Przy wejściu do portu zabawa z promami, którym trzeba ustępować drogi. Wreszcie postój na pławie postojowej przed mostkiem i finalne cumowanie w marinie Bassin de’lQuest.

 

holandia 2007 06Calais - ratuszFrancuscy celnicy w przeciwieństwie do angielskich, sympatycznych chłopaków z Immigration nie są mili. Szukając narkotyków robią nam rewizję, wypisują karę za brak w ich mniemaniu niektórych dokumentów jachtu. Gorliwością wyróżnia się drobna, niewysoka celniczka, dobrze, że nie rozumie polskiego. Gorycz wizyty osładzają mi pyszne małże z winem i piękne chansons w sympatycznej tawernie. Calais jest nieduże, ale centrum z katedrą i ratuszem sympatyczne, przygodnie poznane dziewczyny, które robiły do Jaśka oko, wesołe.

 

holandia 2007 04Calais - portKolejny długi dzień pod wiatr prowadzi do Nieuwpoort. Mało halsowania, silnik pomrukuje miarowo, na pokładzie niespieszne rozmowy. Przy wejściu płytko, na granicy zanurzenia, ale jest OK. Wokół rozległe osuchy. W Nieuwpoort znajduje się wielka marina, a w niej wyciąga pieniądze od załogantów chytry automat podający dowolną rzecz z bogatej listy mamiących atrakcji. Trudno mu odmówić. Szkoda, że jest późno i na miasto już nie mamy ochoty.

Znów wczesne wyjście przy wysokiej wodzie, tym razem w główkach jest głęboko, nie ma obaw o przytarcie. Kolejne halsy, mielizny, długa droga pod górę. W pobliżu Zeebrugge znów zabawa ze statkami w pobliżu portu. Przy końcu dnia wzrasta do 7B, nawet na zamkniętym z obu stron tamami akwenie wschodniej Skaldy nie brakuje fali ani prądu. W ciasnym wejściu do mariny, przy silnym poprzecznym prądzie, wstrzymuję na chwilę oddech, ale jest OK. Po zacumowaniu błogi spokój i czas na nocne wyjście na dyskotekę.

Czas szybko minął, załoga jest dojrzalsza o trudy i wrażenia. W ciągu tygodnia spotkaliśmy cztery kraje, cztery światy. Rejs był dobrą okazją do sprawdzenia siebie w trudniejszych warunkach, ale chyba nie było źle, skoro silny wiatr nie zabrał ochoty na wieczorne eskapady.
Dla przyszłych skipperów taki twardszy tydzień będzie z pewnością procentował na bardziej łagodnych akwenach.
Zostajemy z Olkiem na parę godzin w Rotterdamie. Ta sama życzliwość i otwartość jak w innych holenderskich miastach. Przy parkingu autobusowym ma miejsce występ zespołów rockowych z okazji wyzwolenia Holandii. Jest głośno, wesoło i przyjaźnie. To cała Holandia, kraj, który polubiłem w ubiegłym roku podczas rejsu na barce, nic się nie zmienił.


Adam Kajdewicz

 

holandia 2007 10Leszek i Przemekholandia 2007 11Olek, Michał, Arek

holandia 2007 12Adam - skipperholandia 2007 13Olek, Paweł, Jasiek, Michał, Adam, Przemek, Paweł, Arek